Jeszcze kilka lat temu właściciele nieruchomości obawiali się głównie awarii technicznych, pożarów czy skutków ekstremalnych zjawisk pogodowych. Dziś lista zagrożeń jest znacznie dłuższa. Wojna hybrydowa prowadzona na terenie Europy, akty sabotażu infrastruktury, cyberataki oraz coraz bardziej agresywna konkurencja gospodarcza powodują, że przedsiębiorcy muszą patrzeć na bezpieczeństwo swoich obiektów w zupełnie nowy sposób.
W czasach rosnących zagrożeń nie wystarczy mieć polisę. Trzeba jeszcze spełnić warunki jej działania.

Jednocześnie wielu właścicieli nieruchomości żyje w przekonaniu, że skoro posiada polisę ubezpieczeniową, to w przypadku szkody otrzyma pełne odszkodowanie. Niestety praktyka pokazuje, że nie zawsze tak jest.
Ubezpieczenie działa pod warunkiem…
Każde Towarzystwo Ubezpieczeniowe określa w Ogólnych Warunkach Ubezpieczenia (OWU) obowiązki właściciela nieruchomości. Wśród nich bardzo często znajdują się wymagania dotyczące:
- wykonywania okresowych przeglądów budowlanych,
- kontroli instalacji elektrycznych,
- kontroli instalacji gazowych,
- przeglądów kominowych,
- kontroli urządzeń przeciwpożarowych,
- prowadzenia dokumentacji technicznej obiektu,
- usuwania stwierdzonych nieprawidłowości.
Jeżeli po wystąpieniu szkody okaże się, że właściciel nie wykonywał wymaganych kontroli lub nie posiada odpowiedniej dokumentacji potwierdzającej ich wykonanie, ubezpieczyciel może ograniczyć wysokość odszkodowania lub odmówić jego wypłaty.
W praktyce oznacza to, że po pożarze, zalaniu lub katastrofie budowlanej przedsiębiorca może zostać nie tylko z uszkodzonym obiektem, ale również bez środków na jego odbudowę.
Wojna hybrydowa zmienia zasady gry
Eksperci ds. bezpieczeństwa od kilku lat wskazują na wzrost zagrożeń związanych z działaniami hybrydowymi. Sabotaż infrastruktury, celowe uszkadzanie urządzeń technicznych czy działania mające pozorować przypadkowe awarie przestały być wyłącznie tematami z raportów służb specjalnych.
W przypadku zakładów produkcyjnych, magazynów, centrów logistycznych czy budynków użyteczności publicznej skutki takich zdarzeń mogą być katastrofalne.
Po wystąpieniu szkody pierwsze pytanie nie brzmi już tylko: „Co się stało?”, ale również: „Czy właściciel dopełnił wszystkich obowiązków związanych z utrzymaniem obiektu?”.
Jeżeli dokumentacja jest niekompletna, a przeglądy nie były wykonywane zgodnie z przepisami, właściciel sam stawia się w bardzo trudnej sytuacji dowodowej.
C-KOB staje się kluczowym elementem bezpieczeństwa
Coraz większą rolę odgrywa również Cyfrowa Książka Obiektu Budowlanego (C-KOB).
To nie tylko narzędzie administracyjne. W praktyce jest to elektroniczna historia życia budynku, zawierająca informacje o:
- przeglądach technicznych,
- remontach,
- modernizacjach,
- awariach,
- zaleceniach pokontrolnych,
- osobach odpowiedzialnych za utrzymanie obiektu.
W przypadku szkody pozwala ona szybko wykazać, że właściciel nieruchomości działał zgodnie z obowiązującymi przepisami i dochował należytej staranności.
Brak takiej dokumentacji może prowadzić do wielomiesięcznych sporów z ubezpieczycielem, a w skrajnych przypadkach do utraty możliwości uzyskania pełnego odszkodowania. Koszt zabezpieczenia jest nieporównywalnie niższy od kosztu ryzyka. Roczny koszt prawidłowego prowadzenia dokumentacji technicznej oraz wykonywania obowiązkowych przeglądów jest zazwyczaj niewielkim ułamkiem wartości nieruchomości. Z drugiej strony wystarczy jeden pożar, awaria instalacji elektrycznej lub zdarzenie o charakterze sabotażowym, aby straty liczone były w setkach tysięcy lub milionach złotych. W takiej sytuacji brak aktualnych przeglądów może okazać się najdroższą oszczędnością w historii firmy.
Po co ryzykować?
Właściciele nieruchomości coraz częściej inwestują w monitoring, systemy alarmowe, ochronę fizyczną czy cyberbezpieczeństwo. To słuszny kierunek. Warto jednak pamiętać, że podstawą bezpieczeństwa pozostaje prawidłowe utrzymanie obiektu, wykonywanie wymaganych przeglądów oraz prowadzenie kompletnej dokumentacji technicznej. Bo kiedy dojdzie do szkody, nie będzie już czasu na uzupełnianie zaległości.
Pozostanie tylko jedno pytanie:
Czy warto było ryzykować utratę nieruchomości i wieloletniego dorobku dla pozornej oszczędności na obowiązkowych przeglądach i dokumentacji?